wróć do bloga

W poprzedniej części przewodnika zarysowałem kondycję współczesnej ekonomii akademickiej oraz omówiłem najświeższe artykuły naukowe programów badawczych ekonomii opodatkowania międzynarodowego i ekonomii nierówności. W tej części przyjrzymy się kolejnym dwóm programom.

 

(3) Ekonomia feministyczna

 

Erin Hengel, “Publishing while female. Are women held to higher standards? Evidence from peer review”, 2017, Cambridge Working Papers in Economics.

 

Esther Duflo, Stephanie Kelton i Mariana Mazzucato to ekonomistki, które od jakiegoś czasu robią zawrotną karierę. Ostatnia z nich w zeszłym roku otrzymała Nagrodę Leontiefa, czyli heterodoksyjny odpowiednik Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Równolegle w ekonomii akademickiej coraz częściej podkreśla się wagę postulatów feministycznych. Nieodpłatna praca domowa, nierówności płacowe czy przeciwdziałanie przemocy ekonomicznej wobec kobiet to zagadnienia coraz częściej poruszane w mainstreamowym dyskursie. Ekonomia feministyczna jest na fali wznoszącej. Do jej szerokiego programu badawczego należą m.in. coraz to liczniejsze opracowania dotyczące dyskryminacji kobiet w samej ekonomii akademickiej.

 

Jednym z ciekawszych badań jest praca amerykańskiej ekonomistki Erin Hengel, która zbadała kilkanaście czasopism naukowych pod kątem procesu przeprowadzania recenzji naukowej (peer review) w zależności od płci. Analizie poddała około 10 tysięcy artykułów. Z jej badań wynika, że prace pisane przez kobiety oceniane są średnio 6 sześć miesięcy dłużej niż te pisane przez mężczyzn. W dodatku stawia się wobec nich wyższe wymagania. Prowadzi to do sytuacji, w której kobietom jest zdecydowanie trudniej opublikować cokolwiek. W czterech najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych udział artykułów napisanych przez mężczyzn wynosi aż 85%. To olbrzymia nierówność.

 

Korzystając z relatywnie obiektywnych wskaźników czytelności (readability-score test), autorka postanowiła sprawdzić jakość prac pisanych przez obydwie płci. Okazało się, że przeznaczone do recenzji teksty autorstwa kobiet są o około 6 procent lepiej napisane niż prace mężczyzn. Różnica jest niewielka, ale wzrasta prawie dwukrotnie w przypadku artykułów już opublikowanych (patrz. wykres poniżej). Jak to możliwe? Najwyraźniej większość kobiet skrupulatnie pracuje nad swoimi artykułami, ponieważ to jedyna szansa na ich publikację i zdobycie szerszego rozgłosu w świecie akademickim. W przypadku mężczyzn analogicznie zjawisko nie występuje.

 

W przypadku kobiet wraz z kolejnymi recenzjami rośnie jakość ich artykułów

 

Ering Hengel uważa, że to jedna z głównych przyczyn syndromu cieknącej rury (leaky pipeline). To metaforyczne określenie odnosi się do wszystkich kobiet, które ze względu na licznie napotykane trudności rezygnują z kontynuacji kariery naukowej. Stawiane im przez środowisko naukowe wyższe wymagania zmuszają je do pójścia na kompromis ilościowo-jakościowy. Spędzanie większej ilości czasu na poprawianiu starych prac ogranicza możliwość pisania nowych. To z kolei bardzo szybko prowadzi do niższej produktywności i mniejszych możliwości rozwoju naukowego, opartego dziś w dużej mierze o bezustanne pisanie kolejnych artykułów i zbieranie punktów. Nic więc dziwnego, że tak wiele kobiet porzuca karierę akademicką i decyduje się na poszukiwanie gratyfikacji w środowisku pracy mniej zależnym od subiektywnych opinii kolegów po fachu.

 

Sytuacja ekonomistek jest dość skomplikowana, ponieważ jej poprawa wymaga zmian kulturowych, a na te z kolei potrzeba czasu. Wyrugowanie z ekonomii akademickiej szkodliwych przejawów dyskryminacji to kwestia kilkudziesięciu lat.

 

Sama autorka jasno podkreśla, że „niestety nie ma łatwego sposobu na wyeliminowanie uprzedzeń wobec kobiet. Ale najmniej inwazyjne oraz najbardziej skuteczne wydaje się uświadamianie ludzi oraz stały nadzór nad procesem recenzji. Monitorowanie raportów tworzonych przez recenzentów nie jest łatwe, ale nie jest też niemożliwe, szczególnie jeśli są one dostępne dla wszystkich”. Póki co w Stanach Zjednoczonych coraz mniej kobiet decyduje się na studiowanie ekonomii. Raport opublikowany przez American Economic Association (AEA) nie pozostawia żadnych złudzeń. O ile w latach 1960-2000 odsetek kobiet na uniwersytetach ekonomicznych wzrósł z poziomu 20% do 40%, to potem nagle coś pękło i przez kolejne dwie dekady (2000-2016) proporcje genderowe pozostawały bez zmian. Równolegle zmieniały się one na korzyść kobiet na innych uniwersytetach. Oznacza to, że to sama ekonomia jest dziedziną szczególnie problematyczną dla kobiet. Przyznają to nawet najbardziej znane czasopisma branżowe takie jak The Economist czy Bloomberg. I chociaż obecna proporcja jest stosunkowo korzystna dla obydwu płci, to należy pamiętać, że dotyczy ona wyłącznie wczesnego poziomu edukacji akademickiej. Na kolejnych etapach rozwoju naukowego działać zaczyna efekt cieknącej rury, który na stałe wypycha jeszcze więcej kobiet poza świat ekonomii.

 

Inne polecane przez autora publikacje:

 

 

(4) Ekonomia innowacji (krytyczna)

 

Anton Korinek, Joseph Stiglitz, 2017, “Artificial intelligence and its implications for income, distribution and unemployment.”, NBER Working Paper.

 

Tak jak Tim Berners-Lee nie mógł przewidzieć sukcesu Internetu, a Steve Jobs popularności iPhone, tak też żaden ekonomista ani socjolog nie jest w stanie dokładnie przewidzieć zmian społecznych, do których doprowadzi kolejna rewolucja technologiczna. Nie zmienia to jednak rosnącego zainteresowania, jakim w środowiskach akademickich cieszy się ekonomia innowacji. To stosunkowo nowy trend badawczy, który angażuje coraz to większą liczbę ekonomistów. I chociaż nie jest on całkowicie krytyczny wobec zmian technologicznych, to coraz częściej traktuje je z większym dystansem, dostrzegając potencjalne zagrożenia, które mogą stworzyć. To główny powód, dla którego artykuł noblisty Josepha Stiglitza oraz Antona Korinka zasługuje na uwagę. Autorzy próbują w nim przewidzieć, jak w dystopijnej przyszłości rozwój sztucznej inteligencji (AI) wpłynie na nierówności społeczne oraz poziom bezrobocia. Warto podkreślić, że przeprowadzona przez nich analiza jest skrajnie teoretyczna, a wnioski oparte są głównie na spekulacjach. Nie powinno to jednak umniejszać ich wartości poznawczej, ponieważ większość futurologów korzysta w swoich przewidywaniach głównie z własnej wyobraźni społecznej, która opiera się na weberowskich typach idealnych – modelowej abstrakcji, niekoniecznie występującej w rzeczywistości. Dlaczego mielibyśmy odmawiać tego przywileju ekonomistom?

 

Już na samym początku artykułu autorzy otwarcie przyznają, że sztuczna inteligencja będzie dla ludzkości czymś w rodzaju konia trojańskiego. Przyjmiemy ją z otwartymi rękami jako piękny podarunek, a ona okaże się podstępną pułapką, która znacząco uprzykrzy życie większości z nas.

 

Jednak zanim to nastąpi, super-inteligentne istoty będą katalizatorem kolejnej rewolucji technologicznej. W krótkim czasie drastycznie zwiększą produktywność większości gospodarek i zintensyfikują międzynarodową wymianę handlową. Wszyscy będziemy zadowoleni. Niestety z czasem ich stale rosnąca produktywność doprowadzi do zaciekłej konkurencji o zasoby naturalne, które zaczną powoli się wyczerpywać. Ceny energii i żywności wzrosną, a dostęp do nich zostanie ograniczony. Równolegle twórcy innowacji zaczną czerpać ogromne renty technologiczne z tytułu posiadania patentów i środków produkcji. Nierówności zaczną rosnąć, a duża większość część ludzi straci pracę na rzecz inteligentnych maszyn. W tym momencie jedynym ograniczeniem dla dalszego wzrostu będzie rzadkość zasobów naturalnych. Doprowadzi to do zjawiska podobnego do pułapki maltuzjańskiej. Ludzie będą coraz mniej konsumować, a niższe dochody doprowadzą do spadku przyrostu naturalnego poniżej stopy zastąpienia. Ludzkość zacznie zanikać.

 

Dalej Stigilitz i Korinek przewidują dwa scenariusze – jeden adaptacyjny, drugi destrukcyjny. W pierwszym z nich dochodzi do cyborgizacji gatunku ludzkiego, w którym to my wykorzystujemy sztuczną inteligencję do ulepszania naszych ciał i umysłów. W drugim sztuczna inteligencja funkcjonuje jako osobny byt, ale osiąga potencjał ludzkiego umysłu. Według autorów obydwa scenariusze prowadzą do gigantycznego wzrostu nierówności, ponieważ bez odpowiednich mechanizmów redystrybucji i regulacji koncentrują władzę ekonomiczną wśród nielicznej elity innowatorów technologicznych. Oznacza to, że odwieczny konflikt między kapitałem a pracą zostaje wreszcie rozstrzygnięty. Zwycięzcą jest ten pierwszy. Zresztą zawsze był silniejszy, ale brakowało mu odpowiedniego narzędzia do ostatecznego unicestwienia przeciwnika.

 

W wywiadzie udzielonym “The Guardian”, rok po publikacji artykułu. Joseph Stiglitz podsumowuje go w nieco bardziej optymistycznym tonie: „Technologia może znacznie poprawić życie, ale tylko wtedy, gdy giganci technologiczny, którzy ją kontrolują, zostaną właściwie uregulowani. Regulacje, które posiadamy obecnie, są stanowczo niewystarczające”. Zdecydowanych regulacji domaga się również jeden z redaktorów “The Economist”, Tom Standage, który w artykule o wymownym tytule „Regulatorzy muszą zareagować na sztuczną inteligencję już teraz!” podkreśla, że: „biorąc pod uwagę, jak użytkowa jest sztuczna inteligencja, podobnie jak energię elektryczną lub internet, można ją zastosować w niemal każdej dziedzinie. Odpowiedź nie polega więc na stworzeniu dla niej określonego zestawu przepisów czy dedykowanego organu regulacyjnego na wzór Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków. Przeciwnie, obowiązujące zasady dotyczące prywatności w sieci, dyskryminacji czy bezpieczeństwa pojazdów muszą uwzględnić sztuczną inteligencję”. Kierunki rozwoju sztucznej inteligencji to fascynujące pole badawcze, które jest na tyle interdyscyplinarne, że przyciąga badaczy ze wszystkich środowisk naukowych. Cieszy mnie, że ostatnio do tego grona dołączyli również ekonomiści.

 

Inne polecane przez autora publikacje: